Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2019

Karina Bonowicz Gdzie diabeł mówi dobranoc Tom 1. Księżyc jest pierwszym umarłym



O czym jest? Po tragicznej śmierci rodziców 17 - letnia Alicja przeprowadza się z głośnej i zatłoczonej Warszawy do Czarcisława - miejsca gdzie zostawia się siekierę pod domem by odpędzić złe duchy i wszyscy Cię znają. Jak dziewczyna poradzi sobie z nową sytuacją i jak zareaguje, gdy okaże się, iż rodzice nie byli z nią do końca szczerzy?

Autorka: według portalu Lubimy czytać: "Kobieta pisząca. Aktorsko niespełniona. Muzycznie wykluczona. Uzależniona od kawy, coca-coli i czarnego humoru. Nie znosi fasolki po bretońsku. Kocha się na zabój w Nowym Jorku, mimo ambiwalentnego stosunku do nowojorskiego metra i… braku toalet publicznych. Dziennikarka, pisarka i scenarzystka. Współpracuje z nowojorskim portalem polonijnym Dobra Polska Szkoła, gdzie prowadzi autorską rubrykę „Książka MADE IN POLAND”. Dwukrotna stypendystka Miasta Torunia w dziedzinie kultury." Książki, które wyszły spod pióra pani Kariny to: "Co ma piernik do Torunia... czyli subiektywny przewodnik po mieście (nie tylko) Kopernika dla (nie tylko) nowojorczyka"  ; "I tu jest bies pogrzebany" ; "Józefa Czechowicza teatr widziadeł i snów. Studium psychoanalityczne twórczości poetyckiej" ; "Pierwsze koty robaczywki".

Budowa: podział na rozdziały z 3 osobową narracją. Główna sieć fabularna opiera się na przeżyciach głównej bohaterki, acz są momenty, iż mamy scenkę "poza" dającą poczucie tajemniczości ( nie jestem pewna czy wiecie o co chodzi, acz nie chcę spoilerować). Głównie opiera się na dialogach, choć chwilami możemy pobyć "sam na sam" z główną bohaterką, która zdradza nam, co akurat dzieje się w jej głowie. Czyta się szybko, wciąga od pierwszej strony. Określiłabym ją w kategorii "odmóżdżacz" - fajna historia, będąca dobrym przerywnikiem od codziennych zajęć. Nie znajdziemy tu wyidealizowanego języka, może zdarzyć się przekleństwo, acz nie razi on aż tak bardzo w oczy. Jak wiemy młodzież nie zawsze posługuje się pięknym językiem do wyrażenia swoich myśli.

Bohaterowie: cięty język głównej bohaterki jest chyba jedną z jej głównych cech. Dla mnie spoko, ponieważ nadaje jej to trójwymiarowości - podczas czytania nie wydaje nam się jedynie postacią opisaną na kartkach a osobą, która mogłaby żyć w naszym świecie. Żałuję, iż nie został pociągnięty wątek racjonalnego i logicznego myślenia u głównej bohaterki - dawałoby nam to powiew świeżości i oderwania od głupiutkich bohaterek wierzących we wszystko, co im się mówi. W książce znajdziemy przystojnego buca, świętoszki i odludka, czyli wszystko to, co znane jest nam z innych książek.

Fabuła: wciąga od pierwszych stron i trzyma w napięciu do ostatnich stron. Nie wątpię, że przed rozpoczęciem pisania autorka zrobiła ogromny research dotyczący starych wierzeń czy religii czczącej Welesa. Znaleźć możemy kilka nawiązań do "Zmierzchu" czy "Harrego Pottera". Dla osób zaznajomionymi z występującymi schematami będzie się wydawać monotonna, ponieważ zawiera sporo schematów. Nie znajdziemy tu wyidealizowanej historii, gdzie wszystko udaje się naszym bohaterom a normalnych ludzi, mających swoje potknięcia.

Pierwsza część serii: jak zapewne widzicie w tytule tego posta, jak i na okładce, książka "Księżyc jest pierwszym umarłym" nie jest pojedynczą książką opowiadającą o losach Alicji i jej przyjaciół. Pozycja, którą opisuje została wydana 19.06.2019 roku, więc jest na tyle "świeżą" książką, by móc pisać o dacie wydania kolejnego tomu. Jednak niewątpliwie, niebawem o niej usłyszymy.

Zakończenie: bardzo zaskakujące, pełne napięcia, w kompletnie niespodziewanym miejscu, czytając nie zorientowałam się, iż to ostatnia scena i z wielkim smutkiem odkryłam, że to już koniec. Rozumiem, dlaczego tak się stało, acz z wielkim zwątpieniem patrzę na dalsze części, które będą opisywały około 3-4 dni w książce, mającej 300 stron. Jednakże są pytania, na które z chęcią można by było odpowiedzieć podczas pisania 2 tomu.

Moja opinia: moim zdaniem książka jest średnia, jak zapewne widzicie po ilości przyznanych gwiazdek. Na pewno plusem jest to, że książkę czyta się bardzo szybko, historia jest wciągająca i to od pierwszych stron. Acz ogromnym zgrzytem dla mnie było przepełnienie schematami dającymi poczucie, iż gdzieś już o tym czytaliśmy (przynajmniej ja tak miałam). Dla osób początkujących/ młodszej młodzieży powinna być ok. Dla "starych wyjadaczy" może dawać poczucie znudzenia, bądź powtarzania czegoś, co już zostało napisane. Nie wykluczam, iż w dalekiej przyszłości sięgnę po kolejny tom, jednak nie jest to dla mnie Must Have.


★★★✰✰✰

wtorek, 16 lipca 2019

Tamora Pierce "Krąg Magii"


"- Magia! - zadrwił Yarrum. - Droga dziewczynko, magia nie może zastąpić procesu uczenia się. To mamrotanie o rytmach ziemi i naturze to jakieś wariactwo. Prawdziwy proces uczenia się ma miejsce wówczas, gdy inni ludzie mogą używać zaklęć w ten sam sposób, jak robisz to ty i dzięki temu osiągnąć takie same efekty. Człowiek potrzebuje zaś uczenia się, aby właściwie zrozumieć, jak działa świat. Jeżeli opierasz się jedynie na intuicji lub magii, by zinterpretować to wszystko, co obserwujesz, to uznasz w końcu, że zwierzęta naprawdę mają rozum, nie zaś, że można je wytresować tak, aby zauważyły z czego jesteś zadowolona i zachowywały się odpowiednio do tego. Uwierz, tak jak niegdyś ludzie z Imperium Kurchal, ze tylko odprawianie właściwych rytuałów pozwala, by każdego dnia rano mogło wstać słońce."
                                   
O czym jest? Czworo przyjaciół, różne historie, różne stany. Każde z tych dzieci ma w sobie magię, choć jeszcze o tym nie wie i dzięki tajemniczemu nieznajomemu wszyscy trafiają do jednego domku w Wietrznym Kręgu - Dyscypliny. Jak 4 odmienne charaktery poradzą sobie z przeciwnościami losu i mieszkaniem w jednym domu?

Budowa: książka z podziałem na rozdziały, pisane lekkim piórem, dzięki czemu dość szybko czyta się całą serię. Na początku książki znajdują się również mapki.  Narracja prowadzona przez wszechwiedzącego obserwatora, co uniemożliwia czytelnikowi zagłębienie się w psychikę bohaterów.  Bardzo żałuje, że w 1 części nie ma przypisów, bądź oddzielnej notki wyjaśniającej słów z Mowy Kupców. Niekiedy jest to tłumaczone przez samych bohaterów, lecz czasami musimy domyślać się co znaczy dane słowo. Mimo, iż książka ma 4 głównych bohaterów, którym towarzyszymy podczas trwania książki, nie ma "sztywnego" podziały na rozdziały z perspektywy któregoś z bohaterów, jak miało to miejsce w  "Gaming House" 

Informacje: moim spostrzeżeniem, podczas czytania całej serii, niewątpliwie było to, iż odczuwałam niedosyt informacyjny. Ile dzieci maja lat? Jakimi prawami rządzi się Wietrzny Krąg? Możliwe, iż w 4 tomie są informacje, które rozwiałyby wszelkie moje wątpliwości, jednak po przeczytaniu 3 części  mam poczucie, jakby zabrakło tomu 0, który wprowadziłby czytelnika w świat książki. 

Akcja:
nie można powiedzieć o tej serii, iż trzyma czytelnika za gardło przez całą historię. Czytając odnosiłam wrażenie, iż 3/4 książki opowiada o codziennych sytuacjach, aby pod koniec dać jedno przepełnione emocjami zdarzenie + wyjaśnienie co stało się później. Możliwe, iż można by było "wycisnąć" z tej historii więcej i ją urozmaicić np. o wspomnienia z przeszłości głównych bohaterów. 

Przyjaźń:
najprawdopodobniej zaraz po magii główny motyw w całej serii. Pierwsza część serii została wydana w 2011 roku i czytając, możemy to odczuć (przynajmniej ja odczułam w tym, jak mało było motywów charakterystycznych dla tych czasów). Miła odmiana i jak dla mnie niezwykle ważny temat, w tych czasach. Cała seria "Kręgu Magii" jest przykładem na to, jak ważni są ludzie wokół nas i jak dużo dobrego mogą wnieść do naszego życia. 

Bohaterowie: w przeciągu całej trylogii, dostrzegamy przemianę psychiczną głównych bohaterów. Najbardziej jest to widoczne w tomie 1. Choć w pozostałych tomach, możemy dostrzec, jak z dzieci
(którymi są) stają się dojrzałymi osobami, którym nie jest obojętny los innych. Czytając, łatwo zżywamy się z bohaterami, dzięki czemu, jeszcze przyjemniej nam się o nich czyta. Jako, że cała historia opowiadana jest z perspektywy wszystkowiedzącego obserwatora, nie mamy sposobności, by dowiedzieć się, jakie "procesy myślowe" dzieją się w głowach bohaterów, a przez to, jedynie domysłom zawierzamy wiedzę o tym, dlaczego bohaterowie podejmują takie decyzje a nie inne. 

4 Część:
ze smutkiem muszę poinformować, iż w Polsce wydanych zostało tylko 3 z 4 części serii: "Krąg Magii" Tamory Pierce. Do pełniej kolekcji brakuje jeszcze "Księgi Briana".  Wielka szkoda, acz wiemy iż nie jest to jedyna seria, która nie została w pełni wydana w Polsce. 

Moja opinia:
wydaje mi się, iż jest to idealna książka dla młodszej młodzieży, która dopiero zaczyna przygodę z czytaniem. Bardzo szybko czyta się wszystkie 3 książki, więc nie spostrzeżemy się kiedy dotrzemy do ostatnich stron.  Książka sama w sobie, nie jest czymś wybitnym (zawiera schematy, jak również, czytając 3 części pod rząd, ma się wrażenie, iż czytamy o "tym samym") i wymagającym naszej uwagi w 100 %. Nie zrozumcie mnie źle. Czasami i takie książki są potrzebne w naszym życiu. Tak zwane - odmóżdżacze. W tej roli cała seria sprawdzi się idealnie. Książka tak jak kiedyś Harry Potter ukazuje też siłę przyjaźni ponad wszelkimi podziałami i to, jak ważne, by mieć wokół siebie przyjaciół. Dlatego uważam, że dla młodszych czytelników byłaby to cenna lektura.
       
★★★★☆☆

piątek, 5 kwietnia 2019

Ah te rozczarowania czyli "Samobójca" Agnieszki Ziętarskiej




"Odrzucona przez wszystkich i nieistotna." 

Jak się zapewne domyślacie się, po przeczytaniu tytułu tego wpisu książka "Samobójca" Agnieszki Ziętarskiej nie zachwyciła mnie. Oczywiście mogłabym poprzestać na tej dość ubogiej opinii i się z Wami pożegnać, wywołując tym samym , falę hejtu i poczucia zmarnowanego czasu. Tak jednak nie będzie. A jako, że zawitaliście na ten blog (co niezwykle mnie cieszy :)), skorzystam z tego, że jesteście i w kilku punktach przedstawię, dlaczego mam taką a nie inną opinię.

przeglądając zakamarki yt natknęłam się na tą playlistę. Sama z niej nie korzystałam, ale może komuś się przyda.

1 część serii: poza "Samobójcą" mają się również ukazać "Wieczny" i "Twórca". Po przeczytaniu tej książki miałam poczucie, że nie na wszystkie pytanie, które zrodziły się w mojej głowie uzyskałam odpowiedź. Samo zakończenie daje autorce swego rodzaju furtkę, do napisania dalszych części i rozwinięcia niektórych wątków. 

Budowa:
narracja jest prowadzona na zmianę przez Florę i Felisa ( imiona na tą samą literę, przypadek?). Na pewno daje nam to możliwość pełniejszego spojrzenia na całą historię i dzięki temu dowiadujemy się na czym polega i jaka jest struktura działania Niezmiennych. Co do budowy moją uwagę przykuły lekko nierealne dialogi i błędy np. brak spacji, czy "z" zamiast "ż". Niby szczególiki, ale osoby bardziej wrażliwe na takie rzeczy, na pewno zwrócą na to uwagę. 

Akcja:
utrzymana jest na dość stałym poziomie. A będąc bardziej precyzyjną: ciągle coś się dzieje. Nie są to oczywiście wydarzenia, które wgniotą nas w fotel i sprawią, że zapomnimy o otaczającym nas świecie. Przez całą książkę widzimy zachowania bohaterów, które dążą ku jasno wytyczonemu celowi. Chodzi mi o to, że po przeczytaniu książki mamy wrażenie, że każda rzecz, którą zrobił/zrobiła bohaterka miało swój cel. 

Niezmienni:
jak dla mnie jest to bardzo fajny pomysł na historię(oczywiście mając w głowie to, że gdzieś się to już pojawiło). Dzięki temu, że dane nam czytać historię opowiadaną z perspektywy Felisa możemy się dowiedzieć bardzo wiele na temat funkcjonowania Niezmiennych, ich zasad, jaki jest podział i jakie zadania ma, każda z "frakcji". Na pewno dalsze części jeszcze bardziej usystematyzują nam całą wiedzę, a może dowiemy się czegoś nowego?

Schematy:
nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o występujących schematach. Nie zamierzam oczywiście wymieniać, bo to zepsułoby Wam przyjemność z czytania i odkrywania ich na własną rękę. Chciałabym jedynie zaznaczyć, że występują i jeśli są czytelnicy, których razi nadmierne występowanie utartych już schematów, powinni dłużej zastanowić się nad tym, czy ta pozycja na pewno jest dla nich. 

Bohaterowie:
sympatyczni. Chwilami schematyczni. Choć nie ukrywam, iż zachowanie (a bardziej myślenie) lekko mnie irytowało. Zaś jej rodzinie z czystą przyjemnością powiedziałabym co o nich myślę. Jak można być takim okropnym? Zgrozo... 

Zakończenie:
słodkie i cukierkowe. Tak jak wspominałam wcześniej nie daje nam odpowiedzi na wszystkie pytania, ale rozumiem z czego to wynika.

Podsumowanie: moim zdaniem jest to dobra książka dla młodszej młodzieży/osób, które dopiero zaczynają z czytaniem takiej literatury. Co do pozostałych osób -  uważam, że istnieją lepsze książki, którymi powinniście się zainteresować.

Za możliwość zrecenzowania książki "Samobójca" ogromnie dziękuję wydawnictwu Dlaczemu.

niedziela, 24 marca 2019

"Książki przez które zginiesz" Jan Szymański


Niniejsza powieść kryminałem nie jest, choć trup się pojawia. A nawet kilka. Nie ma natomiast złamanego życiem, rozwiedzionego gliniarza-outsidera, który w oparach whisky, wbrew manipulującym szefom, rozwiązuje kolejne tajemnicze morderstwa.
Jest za to archeolog, z wciąż niezłamanym życiorysem, przemierzający ścieżki Ameryki Środkowej. Zaczyna służbowo, a kończy wręcz przeciwnie.
Z północy, z Miasta Meksyk wyrusza na południe para z przypadku. On – młody archeolog z Polski, ona – niefrasobliwa australijska podróżniczka. W drodze do serca gwatemalskiej dżungli podsłuchują bandytów rozmawiających o bezcennym zabytku, ponoć zrabowanym z miejsca objętego klątwą...

Mało szczegółowy opis, nie wydaje Wam się? Ja sama sięgając po tą książkę nie zaglądałam do opisu, co sprawiło, iż sięgając po nią nie miałam żadnych oczekiwań. Co jak wiadomo jest niezwykle dobre, zwłaszcza, gdy chcemy napisać w miarę obiektywną recenzję. Ale do rzeczy...
Tytuł: choć sądziłam, że tytuł nie będzie szczególnie związany z książką, jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jest inaczej. O tym, jak duży jest związek, pomiedzy tytułem a fabuła dowiadujemy się stosunkowo wcześnie. A, że nie chciałabym rzucać spoilerami zakończę w tym momencie i mam nadzieję, że pobudziłam Wasza ciekawość. ☺️☺️
Autor: wedle notki znajdującej się na odwrocie książki, autor jest archeologiem, prowadzącym badania w miejscach, w których rozgrywa się akcja powieści. Co nam daje ta informacja? Uświadcza nas w przekonaniu, iż autor wie o czym pisze, a przez to(i bogate opisy, do których przejdę później) historia jest łatwiejsza w "przyswajaniu" i łatwiej nam w nią uwierzyć.
Fabuła: szczerze powiedziawszy, to przez 3/4 książki fabuła niesamowicie się wlecze. A książka ma tylko 290stron. Pomimo tego, że ostatnie rozdziały książki w pewnym stopniu nam rekompensują to oczekiwanie, niezwykle wolne tempo nie  umknęło to mojej uwadze.
Bohaterowie: na podstawie ich zachowań jesteśmy w stanie dość szybko zorientować się z kim mamy do czynienia. Osobiście polubiłam, głównych bohaterów i fajnie czytało mi się o ich losach. W przypadku archeologa mamy o tyle "ułatwioną" sprawę, iż możemy obserwować tok jego myślenia. Osoby, które czytały już książkę, będą wiedziały o co mi chodzi :). Nie są to na pewno osoby o super zdolnościach, którym nie straszny pistolet przy skroni i trup u ich stóp. Są to bardziej osoby, z którymi każdy z nas, w mniejszym bądź większym stopniu może się utożsamiać.
Podsumowania: i tu najchętniej wysłałabym cała czarę goryczy, jaka zebrała się we mnie podczas czytania tej książki. No bo, po jakiego grzyba dawać nam "podsumowania" w postaci kilku stronicowych opowiadań, w sytuacji gdy jesteśmy na "bieżąco" z tym, co akurat dzieje się u naszych bohaterów? Gdyby nie to, że staram się czytać książki od początku do końca. W CAŁOŚCI. Najchętniej omijałabym te fragmenty, albo zrezygnowała z dalszej lektury. Oczywiście rozumiem, że pewna scena niejako "wymusiła" to podsumowanie, ale proszę Was. .
Opisy: niezwykle długie, niezwykle bogate, niezwykle szczegółowe. Jedni to lubią inni nie. Mi chwilami się za bardzo dlużyly, ale niewątpliwie, ułatwiły mi wyobrażenie sobie miejsca czy zdarzenia, o którym aktualnie czytalam. Choć w samym Meksyku nigdy nie byłam i nie wiem, czy nazwy ulic czy miejsc się zgadzają z rzeczywistością, jednakże jeśli nadarzy się okazja do odbycia podróży właśnie tam, z chęcią odwiedzę miejsca zamieszczone w książce ☺️.
Zakończenie: ah cóż to były za emocje! Trupy, strzały, ucieczka i wielka niewiadoma, która daje autorowi furtkę do rozwinięcia dalszej opowieści. A tak na poważnie, to w bardzo szybkim tempie(gdy już akcja w pełni się rozwinęła) dotarlam do końca książki i tym samym historii. Co niewątpliwie świadczy o tym, iż historia mnie wciągnęła. Jeden z bohaterów przyznał iż cała historia jest jak z filmu. Może coś w tym było.
Historia: autor zadbał o to, by każdy element miał jakąś swoją bazę/historie. Na pewno musiał się wiele natrudzić, aby zdobyć niezwykle szczegółowe informacje np. o miejscach, jakie odwiedzali. Ogromny + dla autora.
Narracja: 3 osobowa. Sama historia opowiadania jest z perspektywy kilku bohaterów, co ułatwia nam wczucie się w historię i pozwala nam zrozumieć więcej. Wraz z narratorem jesteśmy jedynie oberwatorami biegu wydarzeń, ale dzięki temu widzimy więcej. 

★★★★☆☆

W zależności od tego, czy moja recenzja zachęciła Was, czy raczej nie, warto dać szansę tej książce i przekonać się na "własnej skórze" czy zgadzacie się z moim zdaniem czy też nie :)


Za egzemplarz do recenzji dziękuje wydawnictwu Po Godzinach :)



piątek, 8 marca 2019

Coś o kobietach dla kobiet. "Chmury z keczupu" Annabel Pitcher


Z okazji Dnia Kobiet uznałam, że warto byłoby opisać dawną premierę od Papierowego Księżyca. W tym miejscu, chciałabym ogromnie podziękować wydawnictwu za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

 
17 letnia Zoe ma pewien sekret.
Gdyby ktoś się o nim dowiedział, musiałaby ponieść straszne konsekwencje.
Jednak poczucie winy bywa zbyt przytłaczające.
Dlatego postanawia pisać listy do więźnia skazanego na śmierć i wyjawić mu całą prawdę.
Czy będzie warto?


Zakończenie: ostatni rozdział jest dość zaskakujący.  Nie mogę zbyt wiele zdradzić, ponieważ byłby to spoiler, jednakże przeczytanie ostatniego rozdziały daje przedsmak szerszego spojrzenia na całą historię. Oczywiście zmusza też do refleksji, czy aby na pewno tak musiało się to wszystko skończyć?
Bohaterka: ma dopiero 17 lat a doświadczyła tragedii, za którą się obwinia. Poczucie winy jest, naturalnym następstwem traum, a nie przepracowanie ich, może prowadzić niekiedy do tragicznych skutków, między innymi do depresji i prób samobójczych. Wiem, że odbiegam( i to bardzo) od książki i tego, że jest to tylko wymysł autorki, jednakże warto zwrócić uwagę na to, iż wszystko powinno mieć swój początek i koniec. Bohaterce udało się(w pewnym stopniu) poradzić sobie ze swoimi "demonami z przeszłości", co jest ogromnym plusem całej książki, ponieważ daje nadzieje na to, że zawsze jest szansa na to, że będzie lepiej.
Zoe pomimo chwil gdzie wykazuje niezwykłą dojrzałość jest zwyczajną nastolatką. Chodzi mi o to, że niektórym jej zachowania mogą wydawać się infantylne czy wręcz głupie. Ale kto z nas nie robił w tym okresie swojego życia czegoś głupiego czy nieprzemyślanego?

Wygląd: co jakiś czas możemy natrafić na rysunki także ode mnie duży plusik w stronę wydawnictwa :). Historia jest dość nietypowa, ponieważ poznajemy ją od końca i ma charakter epistolarny- cała fabuła opiera się na opowiadaniach zawartych w listach. I to nie do byle kogo, a do przestępcy skazanego na śmierć. Nie mamy tu wszechwiedzącego narratora, który swoim bezstronnym okiem mógłby pokazać nam co jest prawdą a co nie. Musimy zawierzyć głównej bohaterce, że to co mówi jest prawdą. Może dać nam to w pewnym stopniu do myślenia. Taki sposób obrazowania rzeczywistości pokazuje, że nie wszystko jest czarne lub białe. Narracja 3 osobowa ułatwiłaby nam wyszczególnienie co jest dobre a co nie. A tutaj tego nie mamy, wiec o wiele trudniej nam oceniać. Całość opowiadana jest dość luźnym językiem i chaotycznie. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest to swobodny przekaz myśli i odczuć. Tak jakbyśmy zanurzyli się w czyjejś głowie i płynęli z prądem nie wiedząc, co wydarzy się dalej. Taki zabieg nadaje to pewnego luzu(na zasadzie łatwości w rozumieniu i nadążaniu za bohaterką-choć nie każdemu może to przypasować) i łatwiej nam uwierzyć w historię Zoe a ją samą polubić. 

Tło: nie składa się na nią tylko opisywanie tu i teraz, bądź suchych faktów z przeszłości, ale zawarte są w niej historia rodziny i  jej przyjaciół. Pozwala nam to na zobaczenie pełnego obrazu sytuacji i zrozumienie dlaczego bohaterka postąpiła tak a nie inaczej. W tym wypadku to rodzina odgrywa kluczową rolę. Na pewno nie jeden czytelnik czytając, będzie potakiwał ze zrozumieniem głową. Może nie w każdej sytuacji, ale chciałabym podkreślić, że wydarzenia zawarte w tek książce nie wzięły się z "kosmosu" a z strzępków sytuacji realnych i łatwych w wyobrażeniu sobie przez czytelnika. 

Akcja: historia jest opowiadana od końca. Tak jak wspomniałam wcześniej, historia opowiadana jest w bardzo luźnym stylu i bardzo często "skaczemy" po wątkach. Nie jest to powieść akcji, więc nie możemy oczekiwać wybuchów, strzelania i filmowych pościgów. Motyw tajemnicy narracja i styl opowiadania nadaje całej historii pewnego dreszczyku emocji i to właśnie on nie pozwala nam się oderwać od tej lektury.


Podsumowanie: dla młodszej młodzieży książka jest jak w sam raz. Jest to w jakimś stopniu coś nowego, jednak osoby bardziej czepliwe na pewno upatrzą się w tej książce jakiś schematów, które już dawno wystąpiły w literaturze. Mi udało się odkryć, zakończenie w połowie książki. Jako lekka historia, choć poruszająca trudne tematy jest w sam raz.



czwartek, 14 lutego 2019

"Simon oraz inni homo sapiens" Becky Albertalli

 No właśnie, ludzie tego nie rozumieją: tego całego coming outu. I nawet nie chodzi o to, że jestem gejem, bo w głębi duszy wiem, że moi rodzice to zaakceptują. Nie są religijni, wspierają Demokratów. Tata lubi sobie pożartować, pewnie ale i tak mam szczęście. Na pewno mnie to nie wydziedziczą. Podejrzewam, że parę osób w szkole zgotowałoby mi prawdziwe piekło, ale moi przyjaciele też stanęliby na wysokości zadania. Lea uwielbia gejów, więc myślę, że byłaby cholernie podekscytowana.



Czasami w życiu czytelnika przychodzi taki moment, gdy wielkość reklamy i zachwytów przytłacza nas tak bardzo, iż zaczynamy wierzyć, że dana książka będzie idealna, jeszcze zanim ją przeczytamy i sami wyrobimy sobie o niej opinię. Tak przynajmniej było w moim przypadku...

Simon jest gejem. To jest fakt. Faktem jest też to, że Simon koresponduje z tajemniczą osobą pod pseudonimem Blue. Jednakże, jeden z jego meili wpada w niepowołane ręce. Teraz aby utrzymać swoją orientacje w sekrecie, musi zeswatać oprawce z przyjaciółką Simona. Jednocześnie nadal wymienia się meilami z tajemniczym Blue, a w konsekwencji zwykła znajomość przeradza się w uczycie. Tylko kim jest tajemniczy wybranek Simona?

Autorka: pani Albertalli jest psychologiem, co na pewno w jakiś sposób wpłynęło na treść całej książki. Jako osoba kompetentna po wieloletnim stażu, między innymi z nastolatkami, wie o czym piszę i potrafi "wczuć się" w daną sytuację. Dzięki temu, czytelnikom łatwiej jest sobie wyobrazić takiego bohatera jak Simon i uwierzyć w to, iż to mogło zdarzyć się na prawdę.
Styl: trzeba przyznać, że styl pisania pani Albertalli jest niezwykle "luźny" pomimo, iż poruszamy trudne tematy jak np. homoseksualizm, czy coming out. Ma to swoje plusy, ponieważ bardzo łatwo się to czyta i się przez nią "płynie". Jednakże, w tej książce, poruszane są tematy trudne i możliwe, że niektórzy czytelnicy uznają, iż należałoby do nich podejść nieco inaczej(może i bardziej poważniej). 
Bohaterowie: bardzo łatwo ich polubić, a w związku z tym bardzo łatwo się do nich przywiązać i przeżywać wraz z nimi. Mają swoje wady i zalety. Chociaż moim subiektywnym zdaniem, nie są w cale aż tak wyjątkowi, aby pozostać w pamięci na dłużej. W sumie to, cała akcja i wszystkie wydarzenia wydają się być poprowadzone zbyt "sielankowo".
Zakończenie: słodkie. Bardzo słodkie. Po głębszym zastanowieniu może trochę zbyt słodkie. Niektórych czytelników na pewno to poruszy i wywoła uśmiech na ich twarzach. Dla mnie było to: "ok, możemy przejść dalej". 
Dlaczego zawodzi?: chociaż bardziej powinno pasować: "dlaczego JA zawiodłam się na tej książce". A przechodząc do sedna, pamiętajcie, że to moja SUBIEKTYWNA opinia. A moim zdaniem, książka jest ok i tylko ok. Nie ma w niej nic, co utkwiłoby mi w pamięci. Możliwe, że jest to spowodowane tym, iż bardzo dużo(jak nie wszyscy) jednogłośnie twierdzili, że książka jest świetna. Stąd zaczynając czytać, już byłam nastawiona na to, że książka będzie super. Oczywiście wiem, iż popełniłam błąd, nastawiając się na lekturę jeszcze przed jej rozpoczęciem. Na pewno wiele z was zachwyci się tą książką i zachęcam do tego, by "na własnej skórze" przekonać się jaka jest wasza opinia. 

★★★✰✰✰

Za egzemplarz do recenzji ogromnie dziękuje wydawnictwu Papierowy Księżyc.
Książkę "Simon i inni homo sapiens możecie np. złapać pod tu (obecnie jest w bardzo atrakcyjnej cenie, aż szkoda się nie skusić)

poniedziałek, 4 lutego 2019

"Cierpienia Anioła" Anna Mielec

"Łatwo jest przestać żyć
 Trudniej jest trwać i walczyć"


 Dawno mnie tu nie było.. Nawet bardzo dawno. Większość osób pewnie już o mnie zapomniała.
A jednak wróciłam i mimo trudów sesji, postaram się opowiedzieć wam o "Cierpieniach Anioła" Anny Mielec. Korzystając z okazji, chciałabym bardzo podziękować autorce, za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.
Ok, skoro uprzejmości mamy za sobą, chciałabym jeszcze dodać kilka uwag dotyczących dzisiejszego wpisu.
1. Przez wzgląd na fakt, iż "Cierpienia Anioła" są tomikiem poezji(możecie go nabyć np. tu), nie zamierzam dokonywać wnikliwej analizy bądź interpretacji. Każdy z nas postrzega poezję na swój indywidualny sposób, a ja nie mam zamiaru wam nic narzucać. Dlatego też, nie w tym wpisie nie będzie oceny w postaci gwiazdek.
2. Jako, że ostatni raz miałam styczność z poezja w liceum(czyli gdy dinozaury chodziły jeszcze po świecie), nie będę zasypywać was słowami charakterystycznymi dla analizy wierszy. Nie chciałabym niczego opisywać, bez poparcia w realnej wiedzy.


Budowa: tomik składa się z 4 części: "Śmiertelne pragnienia"; "Cierpienia"; "Miłosne pragnienia" i "Nadzieja". Nie zauważyłam żadnego powtarzającego się schematu, jeśli chodzi o ilość wierszy przypadających na daną część, czy też samą budowę wierszy. Przy niektórych wierszach możemy znaleźć rysunki, co osobiście uważam, za duży plus :).
Autorka: "Cierpienia Anioła" są debiutem literackim pani Anny. Na jej blogu znajdziecie moc wierszy, które możliwe, że pomogą wam w podjęciu decyzji o zakupie książki. Dla zainteresowanych tutaj znajdziecie FanPage Pani Anny.
Wiersze: i tak oto przechodzimy do głównej części tego wpisu. Mianowicie: jakie są moje przemyślenia po przeczytaniu tej książki? Po pierwsze i chyba najważniejsze: to nie są wiersze do, których jesteśmy przyzwyczajeni przez lata nauki języka polskiego. Mam na myśli to, iż nie są one pisane w sposób schematyczny(rymy, ta sama ilość głosek itd..). Daje nam to pewne poczucie świeżości, jak też lekki niepokój, czy aby na pewno wszystko poszło tak jak powinno. W przeciwieństwie do lekcji języka polskiego, nie mamy tu klucza pod, który moglibyśmy dopasować każdy wiersz i to od nas zależy jak go zinterpretujemy. W moim subiektywnym odczuciu, "pierwsza warstwa" jest wręcz, wyłożona na tacy. Mam również wrażenie, że osoby, które doświadczyły nieszczęśliwej miłości, bardziej odnajdą sens tych wierszy.
Daty: nie mogłabym być sobą, gdybym nie zwróciła waszej uwagi na to, że wiersze powstawały przez 9 lat. Przez ten czas, wiele mogło się zmienić, co najprawdopodobniej sprawiło, że z mrocznych i niezwykle smutnych wierszy na początku książki przechodzimy do tych przepełnionych nadzieją.

Na koniec, zamiast tradycyjnie starać się napomknąć, dla kogo "jest" ta książka, chciałabym poradzić aby sięgać po te wiersze z rozwagą. Mam wrażenie, że niektóre wiersze mogą być opacznie zrozumiane przez czytelnika ponieważ wiele się w nich mówi o śmierci.

poniedziałek, 22 października 2018

"Bajki, które zdarzyły się naprwdę. Historie słynnych kobiet" Anna Moczulska

"Niezmiernie mi przykro, że w roli Bestii musiałam obsadzić Kazimierza zwanego Wielkim. Ale gdy idzie o stosunki z kobietami, króla na swój przydomek nie zasłużył. Słynął z rozpusty, miał tuziny kochanek, cztery żony, które jednakże synów mu nie rodziły. Zapewne w tym miejscu powinnam wyrazić ubolewanie, że nie zostawił męskiego potomka i na nim wygasa linia naszej wspaniałej piastowskiej dynastii. Jednak kiedy piszę historię Klary, mam ochotę wyrazić coś całkiem innego i wrzasnąć: a dobrze mu tak! Na szczęście nie jestem historykiem. Nie muszę ważyć racji, ukrywać emocji, uprawiać polityki historycznej, która każe tak a nie inaczej czytać dziejowe wypadki i kalkulować ich konsekwencje. Mogę odpuścić i pozwolić sobie na absolutną odmowę zrozumienia kwestii, że dzieje dynastii są ważniejsze niż losy jednej dziewczyny."

Zapewne każdy z nas, jak był dzieckiem marzył o tym, by zostać bohaterem jednej( bądź wielu) z bajek. Film "Zaczarowana" opowiada o nieco odwrotnej sytuacji, ale daje pewien ogląd na to, jakby to mogło wyglądać. Ale dlaczego o tym wspominam? 
Dlatego, że książka o której dziś będę pisała jest zbiorem historii( po części opartych o życie prawdziwych ludzi) którzy mieli okazję przeżyć swoją "bajkę". Nie zawsze te historie zakończone są szczęśliwym zakończeniem, jednak każda jest na swój sposób wyjątkowa.

Budowa: podział na 5 części( Kopciuszek, Śpiąca Królewna, Księżniczka na ziarnku grochu, Piękna i Bestia, Królewna Śnieżka) + wstęp, bibliografia i portrety bohaterów wraz z krótkimi notkami. Do każdej z bajek przyporządkowanych jest kilka bohaterów. Fajne jest to, że owe postacie nie są przyporządkowane na "chybił trafił". Czytając, mamy odczucie, że coś łączy tych bohaterów z bajkami. Na początku każdej części, mamy krótką wzmiankę o samej bajce i postaciach, które wystąpią( przedsmak takiego wstępu jest w zacytowanym fragmencie). Książka jest zbiorem wielu krótkich opowiadań, odnoszących się do danych władców i postaci z nimi związanych.
Od samego początku jesteśmy poinformowani przez autorkę, że nie są to historie do końca prawdziwe. Do niektórych faktów nie udało się dotrzeć historykom, co w dawnych czasach wykorzystali inni, by stworzyć nowe(może i lepsze) historie. Czytając nie możemy jednak odmówić tej nutki realizmu. Daty, nazwiska, dokładność sprawiają, że nie mamy odczucia iż to tylko opowieść wyssane z palca.
Historie: znajdziemy tu nie tylko opowieści o znanych nam postaciach z lekcji historii, jak też poznamy, kilka osób pominiętych w podręcznikach, co nie znaczy, że mniej ważnych. 
Autorka: co wnikliwsze oko dostrzeże patrząc na okładkę dostrzeże, że autorka jest też autorką bloga Kobiety i historia. Osoby, które będą czuły niedosyt po przeczytaniu książki, na pewno znajda na nim coś, co ich zainteresuje.
Bohaterowie: tu tylko mała wzmianka. Dlaczego mała? Nie chciałabym męczyć was charakterystyką każdego z bohaterów, bo jest ich zwyczajnie za dużo. Jednak chciałabym wspomnieć, że każdy z nich jest na tyle wyrazisty i wyjątkowi, iż nie mamy poczucia nudy, czy obojętności względem bohaterów. Znajdziemy tu nie tylko, księżniczki, czekające na wybawienie, ale możemy zagłębić się w historie kobiet, które potrafiły walczyć o swoje( nie zawsze z pozytywnym skutkiem i szczęśliwym zakończeniem).
Podsumowanie: Książka jest niezwykle lekka, ciekawa, pisana bardzo przyjaznym i językiem. Moim zdaniem warto ją przeczytać. Na pewno nie sprawi, że dowiemy się masy przydatnych informacji i teraz każdy sprawdzian z historii będziemy zdawać na piątkę. Jest to raczej miła odskocznia od podawania suchych faktów i kilka ciekawostek, o których nie dowiedzielibyśmy się na lekcjach historii. Może ta książka zmieni podejście do historii tym, którzy jak kiedyś ja szczerze jej nienawidzili. 

piątek, 14 września 2018

Zbigniew Zborowski "Kręgi"

" - Dzieci chcą być kochane, co nie? - Ledwo ją słyszał w tej kakofonii. - Chcą mieć kogoś, kto przytuli, kiedy stłucze się kolano, albo jak stary, znaczy ojciec, niesłusznie nakładzie w dupsko. I żeby ten ktoś wziął czasem na kolana. I przeczytał bajkę. I jeszcze powiedział, że no... że ten konkretnie dzieciak jest fajny. Najfajniejszy na świecie. O taką miłość właśnie mi się rozchodzi. Rozumie? "

Po przeczytaniu tego cytatu wydaje mi się, że nie muszę już nic więcej pisać jeśli chodzi o wstęp do tej recenzji. Przynajmniej mam taką nadzieję...

Przed laty dokonano brutalnego zabójstwa na młodej dziewczynie. Teraz, gdy już wydaje się, że wszystko wróciło do normy, zostaje znaleziona kolejna dziewczyna. Niby nic nadzwyczajnego, jednak obu ofiarom ucięto dłonie. W tym samym czasie Bartosz Konecki dostaje zlecenie na śledzenie pewnej kobiety, która zaczyna zadawać zbyt wiele pytań o sprawę sprzed lat.
Czy obie sprawy są ze sobą związane? A jeśli tak to co jest dla nich wspólnym mianownikiem, czy raczej środkiem kręgu?

Budowa: występuje narracja 3 osobowa. Daje nam to możliwość obiektywnego spojrzenia na to, co obecnie dzieje się z naszym bohaterem. Cała historia opowiadana jest w czasie teraźniejszym( gdzie głównym bohaterem jest Konecki) i przeszłości. Dzięki temu zabiegowi, wiemy wcześniej o tym co dokładnie się zdarzyło, co do tego prowadziło, jakie są motywy. Konecki i Pałucha nie są naszymi jedynymi bohaterami, za którymi podążamy w fabule a uśpienie czujności, choćby na moment, może skutkować tym, że się pogubimy w tym, kto jest kim. Ale z pomocą przychodzą nam monologi wewnętrzne Koneckiego, który co jakiś czas układa sobie dotychczas zebrane informacje. Jeśli chodzi o fabułę nie mogło też zabraknąć wzmianki o bogatych opisach miejsc( łatwiej jest nam je sobie wyobrazić, bądź odwiedzić o ile jesteśmy akurat w Warszawie) i o odpowiednich wyrażeniach i paragrafach.
Kolejna część serii: w tym miejscu muszę wspomnieć o tym, iż "Krąg" jest drugim tomem. Pierwszym jest "Skaza". Podczas czytania był tylko jeden moment, w którym zastawiałam się nad tym, iż coś jest nie tak. Był to wątek zmarłej córki, o którym dowiadujemy się bardzo mało. Jednak nie licząc tego wątku, jest to kompletnie inna historia, ponieważ w większości skupiamy się na głównym wątku, czyli zabójstwie.
Fabuła: jak już wspomniałam wcześniej cała historia jest skupiona na głównym wątku. Nie to jednak jedyny wątek w tej książce. Moim zdaniem to dobrze, czytając możemy w pełni skupić się na sprawie i na szukaniu dowodów. Sam początek książki jest bardzo mocny i wręcz "wbija w fotel". Później, nie ma zbyt wiele akcji, jednak zakończenie rekompensuje wszystkie chwile lekkiego znużenia.
Tropy: nie wpadają naszemu bohaterowi do rąk od tak i to jest olbrzymim plusem. Niekiedy, czytając książki z nierozwiązaną sprawą,  można mieć wrażenie, że tropy, bądź nowe dowody wpadają naszemu bohaterowi/bohaterce od tak. Tu tego nie ma, co trzyma nas w ciągłej niepewności i sprawdza naszą czujność, ponieważ nigdy nie wiemy, czy to czego się dowiedzieliśmy to coś wartościowego, czy tylko ślepy zaułek.
"- A może to ja jestem normalny a świat dookoła zwariował? Rozejrzyj się wokół siebie, Zewsząd otaczają nas bałwochwalcze cielce. Te wszystkie korporacyjne kariery, stanowiska, awanse. Te marki samochodów, odmiany smartfonów. Internetowe społeczności, liczby lajków i komentarzy. Ludzie są gotowi wszystkiemu zaprzedać duszę, byle się w tym unurzać. Zamiast pokory, współczucia i przebaczenia wybierają nienawiść, chciwość, zazdrość. Uzależniają się już nie tylko od wódki czy automatów do gry, o których wiadomo przecież, że mają wbudowany algorytm oddzielania od skóry. Uzależniają się nawet od morderczej pracy, lichwiarskich kredytów, chwiejnej opinii innych i coraz gorszych informacji ze świata. Tak, bracie. Kręcimy się w kółko, wpatrzeni w pył pod naszymi stopami. I nawet nie zauważamy, że wysoko w górze świeci słońce." 

Bohaterowie: to ludzie po przejściach, którzy na swój sposób radzą sobie z tym, co ich spotkało. W swoich notatkach nazwałam ich polskimi i chyba coś w tym jest. Czytając, czujemy, że te osoby mogły żyć w naszym kraju w tamtych czasach. Są niedoskonali a przez to do bólu prawdziwi. Na pewno, nie są też dobrymi wzorami do naśladowania. Pokazują, że tak na prawdę zło czai się w każdym z nas i tylko my decydujemy jacy będziemy.
Krąg: wydaje mi się że można to tłumaczyć na 2 sposoby. Krąg może być powiązaniami, pomiędzy "podejrzanymi". Każda osoba miała styczność z innymi i miała informację, które zbliżały nas do poznania prawdy. Jednak, przyglądając się okładce, ten krąg może wskazywać na to, iż związana jest w to coś więcej, aniżeli zwykłe rabusie. Takie przynajmniej było moje wrażenie. Zakończenie pokazało, iż moje przypuszczenia, nie były błędne.
Zakończenie: ah cóż to były za emocje! A po emocjach wszystko ułożyło się dobrze. Choć nie dla wszystkich. Jednakże, czytając ostatnie strony. możemy mieć wrażenie, iż nie wszystko zostało jeszcze powiedziane i spotkamy jeszcze pana Koneckiego w przyszłości. Może przy kolejnej sprawie.
Podsumowanie: chyba w końcu znalazłam polskiego autora, który przypadł mi do gustu. Książka jest dobra i nie można się do niczego przyczepić. Warto ją przeczytać i przekonać się na własnej skórze, czy jesteśmy w stanie odkryć kto jest zabójcą i dlaczego to robi, przed Bartoszem Koneckim. Mi się nie udało :)

                                                ★★★★☆☆
                          Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Znak :)













niedziela, 9 września 2018

Tim Pegler "Był sobie Ned"

                   "Jeszcze nigdy nie czułam się tak całkowicie samotna."

 Przechadzając się między regałami księgarni Tak Czytam niemal przypadkiem trafiłam na książkę Tima Peglera "Był sobie Ned". Zaciekawiona opisem sięgnęłam po nią i jak się okazało, było warto.

Historia opowiada o chłopcu imieniem Ned, który cierpi na autyzm i Erin, dziewczyny bardzo często zmieniającej miejsce zamieszkania i w dość trudnej sytuacji. Los sprawił, że oboje zaczęli pracę w "Srebrnym Mieście. Czy spotkanie tych dwojga sprawi, że ich życie stanie się lepsze?

Budowa: książka jest dość krótka( tylko 207 stron). Podzielona jest na 3 części: "Ned" "Erin" "Erin i Ned".   Ma krótkie rozdziały z krótkimi zdaniami, co pozwala na przeczytanie jej w bardzo szybkim tempie.

Fabuła: nie mamy tu zbyt wiele czasu na przemyślenia. Tak jak wspomniałam wcześniej, książka jest krótka, więc nie ma tu miejsca na niepotrzebne informacje, czy sytuacje nie mające ścisłego związku z głównym wątkiem fabularnym.

Bohaterowie: cała fabuła opiera się na opisie (przemyśleniach) 2 głównych bohaterów. Jednak cała historia pozwala nam poznać dokładnie jeszcze jedną osobę: Micka. Jest on dyrektorem "Srebrnego Miasta". W przeszłości był żołnierzem, jednak teraz nie radzi sobie z przeżyciami jakie doświadczył. Pomaga dzieciakom, takim jak Erin czy Ned dając pracę i nie oceniając ich.
 Ned jest niezwykle inteligentny. Jednocześnie jest przerażonym otaczającym go światem co sprawiło, że przestał mówić. Kocha rutynę, bo tylko ona daje mu poczucie bezpieczeństwa. Dlatego codziennie musi nakładać maskę obojętności, aby nie zmieniać przyzwyczajeń, które przez wiele lat wypracował.
Erin: jest niezwykle dojrzała jak na swój wiek. Głośna i potrafiąca walczyć o swoje. Głośne sprzeciwianie się niesprawiedliwości świata i swoją rodzinę, ciągle musiała zmieniać miejsca zamieszkania.
Podczas czytania, zżywamy się z tymi bohaterami i boli nas to, jak wiele zła ich spotyka.

Trudne tematy: pomimo swojej małej "grubości" "Był sobie Ned" porusza bardzo wiele istotnych tematów. W tej książce, świat nie jest sielankowy, gdzie każdy z problemem otrzymuje natychmiastową pomoc, a osoby inne są akceptowane i traktowane na równi. Ukazuje ona niezwykle niesprawiedliwy świat, gdzie pieniądze i znajomości wpływają na to, jak toczy się twój los. Pokazuje również, jak bardzo dzieci boli fakt, iż rodzice zawiedli bądź zostawili samym sobie. A przecież to rodzice powinny być tymi, którzy zapewnią ochronę i szczęście dziecka. Uświadamia nam też, jak  dane środowisko, w którym żyjemy nas ogranicza a próba zmiany wywołuje jedynie ogromny strach przed tym, czy sobie poradzimy. Nie możemy również zapominać o przeżyciach naszego głównego bohatera i tym jak osoba z autyzmem postrzega świat, siebie, innych ludzi i jak radzi sobie z codziennością. Po przeczytaniu tej książki musiałam na chwilę usiąść i zebrać myśli.

Zakończenie: niezwykle zaskakujące i optymistyczne. Chociaż zostało ono urwane w dość decydującym momencie, pozwala nam to na wyobrażenie sobie, iż wszystko skończyło się szczęśliwie( choć jak wiemy z prawdziwego życia, nie zawsze kończy się happy endem).

Ważna książka dla każdego?: wydaje mi się, że tak. Po przeczytaniu recenzji na Lubimy czytać, nie byłam zaskoczona widząc sporą ilość pozytywnych opinii. Książka porusza sporą ilość skłaniających nas do myślenia tematów. Jest krótka, wiec nie zajmie nam dłużej niż godzinę. Moim zdaniem jest też niezwykle poruszająca i w porównaniu do innych książek wydanych niedawno( ta została wydana w 2008 roku) jest po prostu lepsza. Ogromnie się cieszę, że przypadek sprawił, iż sięgnęłam po tę książkę.
                                                                              ★★★★★☆

środa, 8 sierpnia 2018

Aneta Jadowska "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne"

 "Ciało kiwało się na wodzie jak spuchnięty spławik... a ja zrobiłam się głodna. Być może brzmi to jak popisowy pokaz braku wrażliwości, ale szybko przetłumaczyłam sobie, że nie ma w tym nic nienaturalnego - w obliczu śmierci życie dla równowagi musi być głośne i ekspresyjne."
("Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" A. Jadowska) 


W kwietniu na grupie Czytam Pierwszy na Facebooku był organizowany BookTour z książką pani Anety Jadowskiej "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne". Zgłosiłam się i po 2 tygodniach otrzymałam książkę na 10 dni.
Tak oto zapoznałam się z tą książką, choć zapewne nigdy bym po nią nie sięgnęła. 

Historia zaczyna się w momencie, gdy nasza główna bohaterka wraca do swojego rodzinnego miasta, po tym jak go opuściła na długie lata. Pewnego ranka Magda przypadkiem natyka się na tytułowego trupa na plaży. Wiedziona przeczuciem zaczyna poszukiwać zabójcy. Jednak czy to co odkryje spełni jej oczekiwania?

Akcja: jest utrzymana w spokojnym rytmie. Bywały chwile, gdy działo się coś niezwykłego, co na moment przyprawiało nas o szybsze bicie serca, łzy bądź śmiech, jednak reszta(w tym i zakończenie) było utrzymane bez większych fajerwerków.
Budowa: nie byłabym sobą gdybym nie "przyczepiła się" do pewnych elementów. Mogłabym "przymknąć oko" na dość długawe opisy, ponieważ mogły być celowym zabiegiem pomagającym czytelnikowi wyobrażenie sobie danego miejsca. Jednak nie jest to pierwsza książka pani Jadowskiej, stąd nie mogę zrozumieć i nie wspomnieć o błędach w niektórych zdaniach. Nie chcąc jednak pisać tylko o minusach, chciałabym również wspomnieć, że książka jest napisana bardzo fajnym stylem i nawet nie zdajemy sobie sprawy, kiedy docieramy do końca opowieści.
Wątek kryminalny: każdy z nas(a już na pewno osoby, które oglądają seriale kryminalne) marzy(ł) o tym aby, samemu rozwiązać jakąś zagadkę. Naszej głównej bohaterce się to udało i to w dość szybki sposób, jakby kolejne dowody wpadały jej same w ręce. Czasami, odnosiłam też wrażenie, że pozostałe wątki lekko przytłaczają główny wątek.
Bohater(owie): główna bohaterka niekiedy wydawała się dość infantylna. Na swój sposób(nie ważne, dobry czy zły) radzi sobie ze śmiercią ojca. Ma swoje wady i zalety, dzięki czemu staje się bardziej realna, możemy się z nią utożsamić i na swój sposób polubić.
Prawdziwość: bohaterowie tacy jak my, mający wady i zalety bardzo szybko stają się bliscy naszemu sercu. bardzo fajnym pomysłem było opisanie prawdziwych miejsc. Ustka po przeczytaniu tej książki na pewno nabierze nowego znaczenia i możliwe, że stanie się kolejnym miejscem jakie odwiedzimy :)
Przystań: jest bardzo fajnie poprowadzonym wątkiem. Żałuje, że było go tak mało. Autorka w bardzo delikatny sposób porusza trudne tematy, jednak nie ocenia. Pokazuje pewną nieznaną nam perspektywę i zachęca do zastanowienia się.

Zakończenie: na swój sposób słodko-gorzki. Nie oczekujmy fajerwerków czy rozlewu krwi. Nurtujące nas pytania zostają wyjaśnione, wszystko idzie ku dobremu a w głównej bohaterce dokonuje się pewnego rodzaju przemiana. Oczywiście na lepsze :)
Książka na raz?: wydaje mi się, że tak. Zapewne znajdą się zwolennicy tej książki, wracający do niej od czasu do czasu. Dla mnie była przyjemnym spotkaniem z Ustką, jej mieszkańcami  i oderwaniem od codziennych trosk
                                                                        ★★★☆☆☆

sobota, 28 lipca 2018

"Zaprzyjaźnij się ze swoja skórą" Pucci Romano

"Należy przede wszystkim uwrażliwić mamy żeby pomagały córkom w unikaniu nieosiągalnych celów. W swojej karierze zawodowej wiele razy miałam okazję zauważyć, że te problemy były bardziej odczuwalne przez matki niż córki... Przenosimy na dzieci naszą chęć dążenia do perfekcji, która paradoksalnie uruchamia mechanizm w rodzaju: "Chciałabym, żebyś była lepsza". Czasem słyszymy, jak matki mówią przy córkach: "Jak to możliwe, że ma wałeczki? Ja w jej wieku wyglądałam idealnie!" Bez komentarza..." 



 Pisząc do wydawnictwa Bukowy Las  z prośbą o użyczenie mi egzemplarza "Zaprzyjaźnij się ze swoją skórą", byłam przekonana, że przeczytam kilka ciekawostek o skórze, obalenie kilku mitów owianych wokół trądziku(który był udręką mojego okresu dojrzewania) i tyle. Jak ogromne było moje zaskoczenie, gdy dostałam o wiele, wiele więcej.

Autorka: jest z zawodu dermatologiem. Więc możemy być pewni, że informacje zawarte w tej książce są zgodne z prawdą. Zalecenia mogą się różnić w zależności od tego, do jakiego specjalisty się udamy, ale nie znajdziemy tu tylko porad na "idealną cerę". Samą książkę określiłabym jako kompendium wiedzy z dziedziny skóry, paznokci i włosów.
Tematyka: tak jak wspomniałam wyżej, nie ograniczamy się tu tylko do skóry. Możemy tu znaleźć ciekawe informacje dotyczące paznokci i włosów. Książka dzieli się na 3 części. Najpierw czytamy o tym, jak przez całe życie zmienia się nasza skóra. Później mamy możliwość poznania bliżej jak "od wewnątrz i na zewnątrz" wygląda nasza skóra, włosy i paznokcie. W ostatniej części o bardzo sugestywnym tytule "Lepiej zapobiegać niż leczyć" otrzymujemy garść porad co robić a czego nie robić, by nasza skóra, włosy lub paznokcie były w lepszej kondycji/wyglądały lepiej.
Styl: jak na książkę, zawierającą tyle ważnych informacji, wyników badań, łacińskich nazw jest ona napisana w lekki sposób i bardzo przyjemny w lekturze. Aby pokazać czytelnikowi, że już od dawien dawna, ludzie starali się o to, aby ich skóra była(bądź tylko wyglądała) na zdrowszą, w książce zawarte jest sporo fragmentów dotyczących historii. Nie jest tego jednak tak dużo, abyśmy mogli poczuć się przytłoczeni nadmiarem informacji.
Zalecenia/poglądy: tak jak wspominałam wcześniej, każdy dermatolog wyznaje swoje zasady według których stara się pomóc swoim pacjentom. Możemy być pewni, że na 100% są one poparte wiarygodnymi badaniami. Jednak, moi zdaniem po przeczytaniu tej książki, nie należy wyrzucać wszystkich kosmetyków czy środków myjących ponieważ nie są "przyjazne środowisku a więc i naszej skórze".
Wygląd: intrygujące tytuły, rysunki są niezbitym dowodem na to, iż celem autorki nie było zarzucenie nas naukowym bełkotem, a w jasny i przyjemny sposób dostarczenie nam ciekawych informacji o największym organie naszego ciała. Niewątpliwie jest to również miła odmiana dla osób czytających książki bez rysunków(dla mnie było bardzo miłym zaskoczeniem :)).
Wygląd: intrygujące tytuły, rysunki są niezbitym dowodem na to, iż celem autorki nie było zarzucenie nas naukowym bełkotem, a w jasny i przyjemny sposób dostarczenie nam ciekawych informacji o największym organie naszego ciała. Niewątpliwie jest to również miła odmiana dla osób czytających książki bez rysunków(dla mnie było bardzo miłym zaskoczeniem :)). 
Fakty/mity: możliwe, że po przeczytaniu zdamy sobie sprawę, że nie wszystko w co wierzyliśmy jest prawdą. Na pewno otworzy nam oczy na pewne sprawy i może "popchnie nas" do tego by zmienić coś w swoich nawykach na lepsze. W książce znajdziemy też opisy niektórych pacjentów pani Romano. Dzięki temu, lepiej rozumiemy, co powoduje dane dolegliwości, a może niektórzy pomyślą sobie: "O Boże, mam to samo!" i zachęci do wizyty u dermatologa.
 Książka na raz?: moim zdaniem czytanie tej lektury należy sobie dawkować. Oczywiście, możemy przeczytać ją "na jeden raz", jednak nie wyniesiemy z niej nic. czytanie np. kilka rozdziałów, pozwoli nam zastanowić się nad tym, czy zgadzamy się z autorką, zaznaczenie interesujących nas informacji, bądź zaczerpnięcie oddechu od ilości informacji jakie otrzymamy( i dzięki temu obiektywne spojrzenie na całość)
★★★★☆☆


Za możliwość przeczytania "Zaprzyjaźnij się ze swoją skórą" ogromnie dziękuje wydawnictwu Bukowy Las :)



piątek, 27 kwietnia 2018

Seria "Ognista" Sophie Jordan

Miesiąc temu, przeglądając książki z zakładki "przeczytane" na Lubimy czytać, zdałam sobie sprawę jak dużo serii rozpoczęłam a nie skończyłam. Sporządziłam więc dość długą listę, by podczas zastojów czytelniczych wiedzieć za co się zabrać. Jedną z takich serii była "Ognista" Sophie Jordan.
Piszę o tym wszystkim, ponieważ gdyby nie ta lista, nie zdecydowałabym się na przeczytanie tej serii gdyż czuję się na nią za stara. Przejdźmy jednak do mojej opinii.
Jacinda wraz ze swoją rodziną musi uciekać ze stada ponieważ dopuściła się niedopuszczalnego czynu za który grozi niezwykle okrutna kara. Jacinda jest dragonką i to niezwykle rzadką(jako jedyna w swoim stadzie jest ognioziejką). Czy uda jej się uciec od swojego przeznaczenia?
Pomysł: dragoni jako połączenie ludzi i pradawnych smoków o niezwykłych właściwościach wydaje się być mało rozchwytywanym pomysłem. Duży powiew świeżości mimo, iż książka zostawała wydana dawno("Ognista" 2011. "Niewidzialna" 2012). Jednak autorka powieliła bardzo dużo schematów i przez to zmarnowała cały potencjał tej serii.
Akcja: trzymająca nas w niepewności. Ma chwile przestojów ale tylko po by za chwilę znów ruszyć i nas porwać. Właśnie dzięki akcji, książkę pochłania się w bardzo szybkim tempie. Sama pochłonęłam je w kilka godzin.
Świat: jest bardzo dobrze opisany, z wieloma szczegółami, pozwalającymi nam na wyobrażenie sobie miejsca, o którym czytamy i większe odczuwanie całej historii. Jednak, ogranicza się tylko do 2/3 miejsc, czemu towarzyszy delikatna klaustrofobia.
Schematy: powielane z każdej możliwej młodzieżówki w ilościach hurtowych. Możliwe, że na tamte czasy było to coś odkrywczego i innowacyjnego. Teraz jest to jedynie kropla w morzu. "Myśliwy zakochany w swej ofierze". Czy tylko mi ten cytat aż za bardzo zalatuje "Zmierzchem"??
Bohaterowie: jak dla mnie przez wystąpienie schematów bohaterowie stali się płacy i jednowymiarowi. Nie mamy żadnej cechy, która mogłaby wyróżniać bohaterów na tle innych książek. Oczywiście, gdy zaczynamy się angażować w fabułę( a przychodzi to z łatwością) przestaje nam to przeszkadzać. Ale po przeczytaniu całości zdamy sobie z nich sprawę i to może w znaczący sposób wpłynąć na naszą ocenę całości. Osoby często sięgające po młodzieżówki również to dostrzegą.
Zakończenia: tak jak i fabuła, są bardzo dobrze zrobione. Obie książki kończą się w idealnym momencie, niejako wymuszając na nas przeczytanie kolejnego tomu.
Niedokończona seria: w Polsce są dostępne tylko 2 z 3 tomów. Jest to minusem i to bardzo dużym, bo osoby nie czytające dobrze po angielsku nie będą miały szansy dowiedzieć się, jakie było definitywne zakończenie tej serii. Wielka szkoda. Sama z chęcią przeczytałabym ostatni tom aby poznać zakończenie i pełnoprawnie stwierdzić, że zakończyłam tę serię.
Czy polecam?
Może być to fajną rozrywką dla młodszej młodzieży. Może być również fajną odskocznią, od ciężkich lektur. Jednak nie wydaje mi się, aby zaczynać tę książki i nigdy tak na prawdę jej nie skończyć. Decyzję pozostawiam Wam.
★★✰✰✰✰

piątek, 20 kwietnia 2018

Seria "Endgame" James Frey oraz Nils Johnson-Shelton

https://www.youtube.com/watch?v=hJxGicb5rJ4 



Seria "Endgame" jest jedną serią, do której powróciłam po czasie i nie żałuje, a nawet mam zamiar do niej wracać co kilka lat.Jeśli oglądaliście filmik, który znajduje się powyżej, wiecie jaka jest fabuła tych książek i co w sobie skrywa. Postaram się jednak opowiedzieć o fabule nieco więcej.
Przed wieloma wiekami na świat przybyli kosmici, którzy podzielili się swoją wiedzą z 12 pradawnymi ludami. Wiedza ta, była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Wszyscy wiedzieli, że pewnego dnia, kosmici powrócą, a wtedy nasz świat ulegnie zniszczeniu i tylko ten, kto wygra Endgame, będzie mógł ochronić swój lud przed zagładą. Pomysł: idea końca świata przewijała się w literaturze wielokrotnie. Czasami był to atak zombie, niekiedy kosmici, nie raz pewnie była to jakaś straszliwa choroba, na którą nie ma lekarstwa. Jednak pomysł, że istnieją pradawne ludy, szkolące dzieci na zabójców z ogromną wiedzą i wolą walki jest dla mnie nowością(jeśli znacie książki o podobnej tematyce, koniecznie dajcie znać w komentarzach).
Akcja: w tych książkach nie możemy narzekać na nudę ani na brak akcji. Każda z nich jest nią wręcz przepełniona. Od samego wezwania nie jesteśmy w stanie oderwać się od książek. Samo wezwanie również jest niezwykle imponujące, bo pokazuje, że koniec naszego świata może nastać w każdym, najmniej oczekiwanym momencie.
Brutalność: już od samego początku, krew leje się strumieniami. Gracze przez całe swoje życie byli trenowani by zabijać. Niektórzy robią to tylko wtedy, gdy muszą, inni robią to dla przyjemności. Jednak pewne jest, że w tej serii wielu ludzi zginie. Dlatego, nie polecam tej książki młodszej młodzieży, ani osobom o delikatnym usposobieniu. Najbardziej zadziwiające z tego wszystkiego jest jednak to, że zabójcami są dzieci. Może to pokazywać nam jak ogromny potencjał drzemie w młodych ludziach. A w niewłaściwych rękach, Ci młodzi ludzie mogą stać się maszynami do zabijania.
Narracja: śledzimy poczynania każdego z 12 bohaterów więc jesteśmy "na bieżąco" z wydarzeniami. Było to bardzo odważne posunięcie ze strony autorów, ponieważ bardzo łatwo mogli się w tym wszystkim zagubić. Szczęśliwie dla nas nie doszło do tego.
Zagadki: jak widzieliście w filmiku, w książkach ukryte są zagadki skierowane dla nas, czytelników. Możemy je rozszyfrowywać i wygrać. Bohaterowie, aby uzyskać informacje o pobycie kluczy, muszą rozwiązywać różnego rodzaju zagadki. Ogromnym plusem jest to, że są one nam przedstawiane, więc możemy zastanawiać się wraz z nimi co nie pozwala nam się to tak łatwo oderwać od lektury.
Bohaterowie: każdy z graczy jest inny. Każdy ma inne wartości, wpajane od lat, dzięki którym stara się wygra endgame. Możemy się z nimi utożsamiać, kibicować im, lub ich nienawidzić. Jak na swój wiek, są niezwykle dojrzali i inteligentni. Lata treningu sprawiły, że wyprzedzili swój wiek w bardzo dużym stopniu.


Wątki: oprócz głównego wątku jakim jest gra, na bieżąco jesteśmy informowani jak wygląda sytuacja w świecie. Jak świat zmienia się w odpowiedzi na koniec świata. W 3 tomie, ktoś zaczyna niszczyć święte miejsca wszystkich 12 kultów. Nasi bohaterowie muszą więc nie tylko uratować świat, jak też dowiedzieć się kto za tym wszystkim stoi.
Zakończenie: szczerze powiedziawszy, spodziewałam się czegoś innego. Zwycięzcą nie została osobą, której kibicowałam i z tego powodu było mi bardzo smutno. Ale nie wyobrażam sobie, aby cała te seria mogła się inaczej zakończyć. Jak widać, tak po prostu musiało być.
Początek(dodatek do serii): jest zbiorem opowiadań z perspektywy: Marcusa, Chiyoko, Kali i Alice. Daje nam to pewien przedsmak tego, z jakimi wyzwaniami musieli się mierzyć nasi bohaterowie. Pozwala nam się do nich zbliżyć jeszcze bardziej i ich zrozumieć.
Jak zapewne widzicie jestem ogromnie szczęśliwa,że przeczytałam tę serię. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnej wady, którą mogłabym zaprezentować w mojej recenzji. Gorąco polecam każdemu, kto czuje się na siłach zmierzyć z Endgame. Czy podejmiecie wyzwanie?
★★★★★★

Za możliwość zrecenzowania dziękuje portalowi CzytamPierwszy.pl
Baner przenoszący znajduje się po prawej stronie.

piątek, 13 kwietnia 2018

Jane Borodale "Księga ogni"

"- Nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem. Życie składa się głównie z cierpienia, a płaczliwe, czerwone oczy i rozczulanie się nad sobą donikąd cię nie doprowadzą, no, chyba że chcesz być brzydka, jakby cię długa choroba oszpeciła."
Po przeczytaniu o czym jest ta książka, byłam nią strasznie zaintrygowana. Myślałam, że nie będzie to romans, tylko przyjemna opowieść o tym jak kiedyś powstawały fajerwerki poprzetykane ciekawą historią bohaterów. Niestety się pomyliłam.

Agnes Trussel skrywa tajemnicę, która mogłaby zhańbić całą jej rodzinę. Aby do tego nie doszło decyduje się uciec. Nie wiedząc gdzie szukać schronienia zatrzymuje się u pirotechnika Johna Blacklocka. Jednak czas rozwiązania coraz bliżej. Czy uda jej się uchronić przed katastrofą?

Wygląd: nie jestem osobą, która zwraca dużą uwagę na okładki a to, czy mi się spodoba bardziej zależy od tego, jak bardzo wciągnie mnie fabuła. Potrafię jednak docenić piękną okładkę. A taką może się pochwalić "księga ogni". Jej minimalizm urzeka, a w dotyku, okładka jest niesamowicie przyjemna. Jakbyśmy dotykali materiału a nie książki. Minusem tego jest jednak bardzo szybko się brudzi i ciężko ją doczyścić. Początki rozdziałów również są niezwykle urzekające(zdjęcie przykładowego rozdziału znajduje się poniżej).
Akcja: nie była jakoś strasznie wciągająca. Po tym, jak spostrzegłam, że nie będzie to nic odkrywczego tylko zwykła obyczajówka jeśli nie romans, straciłam wszelką ochotę na czytanie. Jednak nie zostawiam książek niedokończonych, niejako zmusiłam się do jej przeczytania. Fabułą w tym przypadku, jest codzienne życie pomocnicy pirotechnika i nieudolne próby rozwiązania swojego problemu.
Świat: opisy świata przedstawionego są niezwykle malownicze i przepełnione detalami. Odwzorowanie realiów życia 1752 roku i tego, jak postrzegani byli pirotechnicy, kobiety z "problemem" i wypowiedzi wydają się być bez zarzutu.
Fajerwerki: jak wspomniałam wcześniej, bardzo liczyłam na rozwinięcie tego wątku w obszerniejszy sposób, ponieważ rzadko spotykamy się z książkami, które opowiadają jak kiedyś mogły powstawać i jakie miały kolory. Połowicznie się zawiodłam. Przez pierwszą połowę książki wszystko zmierzało do tego, by spełnić moje oczekiwania, jednak w 2 połowie uwaga była bardziej skupiona na innych rzeczach. Szkoda. 
Bohaterowie: główna bohaterka wydawała mi się być dość infantylna. Ma ona tylko 17 lat więc może jej naiwność jest związana z wiekiem. Inni bohaterowie są dość płascy i stereotypowi. Nie byłam w stanie się do nikogo przywiązać. John Blacklock wydaje mi się jedyną pozytywną postacią. pomimo oschłości, miał dobre intencje. 
 Zakończenie: nie spodziewałam się go w takim wydaniu, jednak niewątpliwie większość jest w stanie przewidzieć jak zakończy się ta historia. Osobom, które wciągną się w fabułę, na pewno dostarczy wielu emocji. Ja jednak miałam w głowie "aha. ok. to przejdźmy dalej".

Nie chcę aby ta recenzja była odebrana jako hejt. Nie taki był zamiar. Tak jak napisałam na początku, miałam wobec niej inne oczekiwania. Szkoda, ponieważ książka miała potencjał a wyszło jak wyszło. Nie planuję więcej wracać do samej książki, ale na pewno co jakiś czas będę sięgać do niektórych, bardzo trafnych i życiowych cytatów. Komu poleciłabym tę książkę? Na pewno osobom zmęczonym ciężkimi lekturami. Jest to idealna książka na 1 raz. 
★★☆☆☆☆

piątek, 6 kwietnia 2018

S.K Tremayne "Bliźnięta z lodu"

Ogromnie się cieszę, że nie mam tej książki w wersji papierowej. Jeśli by tak było, ta książka już dawno wyleciałaby przez okno i nie żałowałabym tego czynu. Serio.

Angus i Sarah od 13 miesięcy przeżywają ciężkie chwile. 13 miesięcy temu ich córka Kristine tragicznie ginie zostawiając swoją siostrę bliźniaczkę Lydię samą. Aby spróbować żyć na nowo, rodzina postanawia przeprowadzić się na maleńką szkocką wysepkę zostawiając całą przeszłość za sobą. Jednak czy to pozwoli im na powrót do normalnego życia czy raczej jeszcze bardziej je skomplikuje?

Narracja: historia opowiadana jest z 2 perspektyw. Sarah i Agnusa. Dzięki temu lepiej dostrzegamy całą perspektywę ale ukazuje psychikę bohaterów i lepiej ich przez to poznajemy.
Akcja: na pewno nie możemy narzekać na brak akcji. Ilość działań, zawirowań powoduje, że nie będziemy się nudzić z tą książką. A tajemnice, które skrywają bohaterowie i powolne popadanie w szaleństwo nie pozwala nam oderwać się od lektury. Chwilami możemy mieć nawet takie wrażenie, że jest tego za dużo.
Historia: nie mam tu na myśli całej fabuły. Ona jest super przedstawiona, wszystko logicznie się na siebie składa(nawet gdy działania bohaterów są moim zdaniem nieprzemyślane). W tym miejscu nie mogę się do niczego przyczepić. Jednak jest pewne ale.. Przez cały czas, gdy czytałam książkę starałam się zrozumieć "dlaczego?" Dlaczego nie zastanowili się nad tym co zrobić razem zamiast dalej brnąć w kłamstwa? Dlaczego nie porozmawiali z Lydią i nie spróbowali odkryć dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej? Dlaczego ciągle się okłamują i na własne życzenie niszczą swoje małżeństwo? Chodzi mi o to, że rozumiem zamysł powstania tej książki. Gdyby wszystko było takie sielankowe nie byłby to thriller. Jednak wydaje mi się, że ja sama postawiona w takiej sytuacji zachowałabym się inaczej. I chyba to mnie najbardziej uderzyło w tej książce i dlatego chciałam ją wyrzucić przez okno, nie sprawdzając nawet gdzie wyląduje.
Bohaterowie: muszę przyznać, że autor odwalił kawał dobrej roboty. Realizm bohaterów niekiedy sprawiał, że miałam ochotę wyjść z domu, pojechać do Szkocji i nimi potrząsnąć mówiąc "ogarnijcie się!". W realnym świecie nie byłyby to jednak osoby, które byłyby moimi najlepszymi przyjaciółmi. Są jednak bardzo wyraziści i na pewno jedyni w swoim rodzaju.
Zakończenie: czy się go spodziewałam? Podczas czytania ostatnich 50 stron miałam podejrzenia, które się nie sprawdziły. Nie dosłownie. Moim zdaniem było ono słodko-gorzkie. Fajnie, że wszystko część rzeczy poszła w lepszym kierunku, szkoda mi jednak tego co się stało. Jednak, tak jak napisałam wcześniej, jest to thriller a nie obyczajówka z happy endem.
Czy polecam?
Z chęcią chciałabym zachęcić każdego, do zapoznania się z tą książką. Nie mogę dać jednak gwarancji, że każdemu się ona spodoba. Wydaje mi się, ze warto zaryzykować i samemu sprawdzić, czy się nam spodoba czy nie.
★★★★★☆
Czytaliście już "Bliźnięta z lodu"? Jakie są wasze wrażenia po lekturze?

piątek, 30 marca 2018

Amber Feeney "Czasami kłamię"

"A więc tak wygląda rok 2017. W mojej głowie brzmi to futurystycznie. Kiedy byliśmy mali, myśleliśmy, że do tej pory wszyscy będziemy już latać własnymi samolotami i jeździć na wakacje na Księżyc. Od czasów mojego dzieciństwa dużo się zmieniło - może nie tyle, ile byśmy chcieli, ale świat naprawdę stał się innym miejscem. Jest on szybszy, głośniejszy, bardziej samotny. W przeciwieństwie do niego my zbytnio się nie zmieniliśmy, nie tak naprawdę. Historia jest lustrem, a my to tylko starsze wersje samych siebie; dzieci poprzebierane za dorosłych."
Książka ta bardzo przypominała mi "Margo" Terryn Fisher. Jednak na swój sposób była też wyjątkowa co mam nadzieję ukażę w recenzji.
Amber Reynolds od kilku dni leży w śpiączce. Nikt nie wie co jest przyczyną, jednak liczne rany na ciele wskazują, że nie był to nieszczęśliwy wypadek. Mimo unieruchomienia ciała Amber, jej umysł rejestruje wszystko co dzieje się wokół niej. Czy uda jej się dotrzeć do prawdy zanim będzie za późno?
Akcja: jako, że nasza główna bohaterka jest "przykuta do łóżka" jej relacje i strzępki wspomnień są jedyną akcją. Pomimo tego, sama niepewność i odkrywanie co tak naprawdę się wydarzyło dostarcza wielu emocji i wrażeń. Wciąga i trzyma nas w niepewności aż do ostatnich stron. Nie pomagają nam też tajemnice skrywane bardzo głęboko przez każdego z bohaterów i to, że każdy kogoś udaje, przywdziewa maskę pod którą bardzo ciężko zajrzeć.
Narracja: naszym jedynym źródłem informacji są, tak jak wspomniałam wcześniej relacje Amber, jej wspomnienia, myśli i zapiski z pamiętnika prowadzonego w dzieciństwie. Nie możemy jej jednak wierzyć w 100%, ponieważ nie jesteśmy przekonani do tego, czy to, o czym opowiada Amber jest prawdę, czy jedynie kłamstwem w które stara się wierzyć. Daje nam to jednak pewne oparcie i zrozumienie dla czynów dokonanych przez naszych bohaterów.
Śpiączka: do tej pory nie spotkałam się z książką, pisaną z perspektywy osoby w śpiączce. Jest to(przynajmniej dla mnie) ciekawym doświadczeniem i po przeczytaniu książki zmusiła mnie do chwili zastanowienia. Bo, co jeśli takie osoby słyszą wszystko co się wokół nich dzieje? Jak strasznym uczuciem musi być niemożność ruchu, gdy słyszymy, że nasi bliscy nas o to błagają bo tracą wszelką nadzieję? Jak bardzo klaustrofobicznie musi się czuć osoba uwięziona we własnym ciele?
Emocje i tajemnice: na pewno nikogo nie zdziwi, gdy napiszę o tym jak z każdą stroną moja niepewność i nieufność wzrastała by z ostatnią stroną wybuchnąć i zostawić mnie z pustką w głowie. Do powodów mogę zaliczyć m.in. bardzo dużo tajemnic i zagmatwań w całej historii. Jak też ilość pytań mnożących się z każdą strona i brak odpowiedzi. Niekiedy, nawet pewne aspekty, które powinny być dla nas pewne są negowane i ukazywane jako kłamstwo, w które tak łatwo daliśmy się wciągnąć. 
Bohaterowie: z przykrością muszę stwierdzić, iż nie polubiłam się z żadnym z bohaterów. Ilość kłamstw, niedomówień nie pozwalała mi im zaufać. Nawet główna bohaterka, której powinniśmy kibicować wydawała mi się być tak samo zła jak oni wszyscy. Szkoda.
Podobieństwa: tak jak wspomniałam na samym początku, podczas czytania miałam kilka skojarzeń, jeśli chodzi o książki, do jakich mogłabym porównać "Czasami kłamię". Jednym z nich była "Margo" od Terryn Fisher. W obu tych książkach bohaterowie nie byli wiarygodnym źródłem informacji a ich światopogląd był delikatnie odmienny od naszego. Drugą książką było "Zanim zasnę" S.J Watson. W tym przypadku, cechą wspólną było to, że główne bohaterki starały się dotrzeć do prawdy skrywanej głęboko w ich podświadomości.
Zakończenie: zaskoczyło mnie a z drugiej strony trochę zasmuciło. Zasmuciło, ponieważ nie dało nadziei na przemianę w bohaterach. Pokazało też, że nie zawsze to co dobre i właściwe zwycięża.
Chcąc wszystko podsumować, chciałabym polecić tę książkę mimo wszystko :). Najbardziej dla osób lubiących taką tematykę i dla tych, którzy przeczytali "Margo" i "Zanim zasnę".
★★★★★☆
Jakie są wasze wrażenia po "Czasami kłamię"? A może jeszcze po nią nie sięgaliście?
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.